▲ zwiń
Ponieważ życie jest piękne!

Święta, Święta, Święta? Czas zadumy, czy pośpiechu? - Mrówka

Data: 2012-02-06 17:13
Autor: Greg
zoom in zoom out drukuj artykuł

(odsłon: 122)


?Dawno, dawno temu?? Takim wstępem opatrzona się niejedna bajka, którą jako dzieci czytaliśmy w szkole. Pewno i w tym przypadku tak właśnie rozpoczyna się baśń  Hansa Christiana Andersena  pt. ?Dziewczynka z zapałkami?. Dla większości z nas znana jest ta krótka opowieść, jednak dla osób, które nie miały z nią styczności chciałabym ją pokrótce streścić.
Jest to dość smutna historia małej dziewczynki, która w wigilię Nowego Roku, wysłana przez złego ojca, wędrowała ulicami swojego miasteczka ze stertą zapałek na sprzedaż. Bosa, zziębnięta biedaczka usilnie próbowała namówić przechodniów, aby kupili chociaż jedną paczkę. Bezskutecznie. Wiedziała, jednak że nie może wrócić do domu bez pieniędzy, gdyż mogłoby się to spotkać z surową karą od ojca, który zbiłby ją za to, że nic nie zarobiła. Utarg miał być przeznaczony na pożywienie dla rodziny, której doskwierała bieda, głód i chłód. Takim właśnie sposobem wędrowała od domu do domu, zaglądając do okien. A tam? Stoły suto zastawione, czuć zapach było  świątecznych potraw, radość na twarzach ludzi, krzątające się gospodynie i uśmiechnięte dzieci. Dwa zupełnie kontrastujące ze sobą światy, oddzielone od siebie cienką ścianą domu. Przenikliwy ziąb tak bardzo doskwierał dziewczynce, że sięgała po zapałki, by się ogrzać. Z każdym nowym płomieniem ?przychodziły?, kolejno jedna po drugiej, piękne wizje, to ciepłego pieca, wspaniałego domu, wyśmienitych potraw, czy świątecznej choinki. Jako ostatnia ukazała się dziewczynkę jej ukochana babcia, która z ostatnim gasnącym płomykiem zabrała biedaczkę do nieba.  Rankiem przechodnie znaleźli ciało dziecka skulonego pod murem. Bardzo było im jej żal. Tak kończy się ta baśń.
Czyż nie jest to wzruszająca opowieść o niesprawiedliwości, samotności, ale w pewien sposób także i o nadziei. U dzieci z reguły wywołuje ona smutek, przygnębienie. A z czym nam, dorosłym, się ona kojarzy? Jakie emocje w nas wzbudza? Myślę, że będzie ona wspaniałym przykładem do rozmyślań. Nieprzypadkowo sięgnęłam właśnie po tę opowieść. Była ona dla mnie odzwierciedleniem, może bardziej drastycznym, jednak symbolicznym, tego co niedawno zobaczyłam. Chciałabym się podzielić z Tobą, swoimi przemyśleniami,  jakie nasunęły mi się po konfrontacji naocznej sytuacji i wyżej wymienionej baśni, które wydaje mi się, że będą idealnym wstępem do rozwinięcia tematu, jaki zawarłam w tytule.
Już nie tak dawno, dawno temu a niecały miesiąc, dokładnie w okresie przedświątecznym miała miejsce pewna sytuacja, która mi dała mi dużo do myślenia. Niby takie nic, jak mógłby powiedzieć przeciętny zjadacz chleba, jednak aż tak dużo. Właśnie wracałam z piekarni, gdzie często kupuje mój ulubiony ziarnisty chleb, i podążając wraz z tłumem zaaferowanych przedświątecznymi zakupami ludzi, kierowałam się w stronę centrum miasta, gdzie miałam się spotkać ze znajomą.  Po drodze mijałam witryny sklepów, zachęcające swoimi wystawkami do zakupów rzekomo niezbędnych produktów, rzesze kupujących. Ludzie ci przekonani o słuszności posiadania tej a nie innej rzeczy, bez której Święta Bożego Narodzenia nie będą pełne lub też dzięki którym ich bliscy będą usatysfakcjonowani, w biegu i w roztargnieniu przemierzali kolejne sklepy. Tłumy na ulicach, trąbiące samochody, zdenerwowani przechodnie, oto widok jaki normalnie nikogo by nie zdziwił. Może i racja. Zresztą, przyznam się, że do tamtej właśnie chwili, mnie również nie dziwił, a wręcz przeciwnie wydawał się zupełnie normalny. No bo cóż dziwnego w tym, że kobiety są zdenerwowane i rozdrażnione, ponieważ tak mało czasu pozostało do wieczerzy wigilijnej, a one nie mają jeszcze tylu rzeczy przygotowanych. Jeszcze dom nie posprzątany, karp zamiast leżeć w bułce tartej, to pływa w wannie, bo ich mąż ?nie ma serca?, żeby skrócić jego żywot. Wszystko na ich głowie. Panowie zaś uważają, że tak naprawdę to te wszystkie lampki, które mają wieszać na balkonach to można by było sobie darować i ustroić nimi jedną choinkę, a dodatkowo, to ileż można czekać w samochodzie na kobietę, przecież miała kupić tylko parę rzeczy. Ona się tak guzdra, a on ma jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. Pewno czytając to zastanawiasz się o co mi chodzi? Einsteinem to ja nie jestem i nie odkryłam tymi spostrzeżeniami Ameryki, jak Columb. Masz zupełną rację. W sumie to żadna mi nowość. Nic w tej  sytuacji nie wydaje się dziwne. A jakby popatrzeć na to z innej perspektywy? Czy tak powinny wyglądać Święta? Czy to, co jest corocznym ?rytuałem?  na stałe jest przypięte jako ?przepis? na udane święta? I w końcu, co to ma wspólnego z baśnią Andersena? No właśnie, co?
Z perspektywy osoby trzeciej, zupełnie nie zainteresowanej tematem, wyżej wymienione sytuacje wydają się to śmieszne, nawet momentami parodyjne. Chwilami może i tak, ale tylko wtedy kiedy wiemy, jaki jest pozorny obraz tych Świąt i według takiego żyjemy. Obraz, jaki narzuca nam konsumpcyjny świat. Zbiegany świat pełen sklepów oferujących nam szereg chwytów marketingowych, które rzekomo nas uszczęśliwią i spełnią świąteczne marzenia. A gdzie ta nasza dziewczynce z zapałkami?
Czy to nie jest ten właściwy sens Świąt? Chrystus, który oferuje nam tak dużo za tak niewiele. Może zbyt daleko posunięta interpretacja, ale do mnie przemawia, może dlatego, że jest moja ;) Jednak popatrzmy na to obiektywnie. Jak wielu można się dopatrzeć podobieństw. Niewinne dziecko, ofiarujące przechodniom coś, co było w starożytności pożądane przez ludzi, a co stało się powodem cierpienia Prometeusza, ogień, za niewielką cenę. I z drugiej strony Jezus przychodzący na Świat jako małe dziecko ? daje nam siebie za cenę otwartego serca i chęci przyjęcia. A my? Czy nie zachowujemy się jak przechodnie, czy też domownicy z baśni? Zabiegani, zaaferowani natłokiem czekających nas obowiązków nie dostrzegamy tego, co najistotniejsze w tym okresie? Czy nie zagubiliśmy prawdziwego sensu  i przesłania tego czasu? Czy tym samym nie pozostawiamy ?dziewczynki? samej sobie, zaglądające do każdego domu z nadzieją na życzliwe przyjęcie? Może się mylę i oby tak było. Chciałabym, żeby moje przypuszczenia nie miały racji bytu i stwierdzenie, że świat jest tylko ciągle napędzającym się element koniunktury nastawionej na konsumpcjonizm, gdzie wyższe wartości przestały się liczyć, jest nietrafne.  Czy tak jest? Pozostawiam to twojej refleksji.
Wydaje mi się, że szukanie winnych, czy krytykowanie kogokolwiek mija się z celem i w żadnym wypadku nie jest założeniem tego artykułu. Wręcz przeciwnie, jest nim chęć wywołania konstruktywnych przemyśleń, które można by było przełożyć na obecne życie.
Mówić i pisać każdy potrafi, ale szukać rozwiązań problemu, to już wyższa szkoła jazdy ;) Warto się zastanowić nad problem, który wydaje mi się, że dotyczy nas wszystkich. Jak to ktoś kiedyś ładnie powiedział ? świata nie zmienimy, ale zaczynając od siebie możemy zapoczątkować rewolucję ? brzmiało to jakoś tak ;) Zatem cóż ja mogę zrobić? Ciężkie?.
Długo się nad tym zastanawiałam. Jak sprawić, żeby Święta Bożego Narodzenia i nie tylko, bo wydaje mi się, że można podpiąć pod to myślenie, postępowanie każde inne święta, stały się, nawet nie tyle stały się co odzyskały w końcu swoje właściwe oblicze.
Co ja zmieniłam:
1. Przestałam biegać po sklepach i kupować tonę jedzenia, która i tak nie zostanie zjedzona, a na przygotowanie której poświęcam czas, który mogę przeznaczyć na kontemplację, modlitwę, czy pomoc innym.
2. Postanowiłam zaprosić lub wprosić się ;) do kogoś samotnego lub potrzebującego na Wigilię, Święta.
3. Odwiedzić kogoś w szpitalu ? jak często zapominamy, że w tym okresie szpitale nie są puste, czy wymarłe, tam przebywają ludzie, których nikt nie odwiedza lub tylko wpadają na chwilę, rutynowo.
4. Prezenty dla bliskich zastąpię kartką świąteczną, na której napiszę adres obdarowanej, potrzebującej rodziny (kwota na prezent dla bliskich została przeznaczona na zakup potrzebnych artykułów) ? pomysł zaczerpnęłam od kolegi, to jego inicjatywa ? zresztą uważam, że genialna. 
5. Zamiast szaleńczo krzątać się po domu, robić wariackie porządki więcej czasu poświęcę na kontemplacje, w końcu uda mi się usłyszeć pytanie nowonarodzonego Chrystusa ?czy mogę wejść??
6. Widzisz kogoś ubogiego, potrzebującego, może zamiast na odczepne dawać mu pieniądze, zatrzymaj się na chwile i porozmawiaj z nim. Może tego potrzebuje bardziej niż kasy ? może tak dasz mu do zrozumienia, że nie każdy go odrzuca, tylko że dla kogoś jest jednak ważny istotny. Czasem się jednak zdarzy, że tylko będzie taka osoba oczekiwała pieniędzy ? nio cóż nie ma co się od razu zniechęcać, kasa każdemu jest potrzebna ;)
7. ?..

A ty masz jakieś propozycje? Może są jeszcze jakieś alternatywy? To, co napisałam wyżej, to jest mój sposób na uczczenie, czy właściwe ? moim zdaniem - przeżycie Świąt. Jeśli uważasz, że to w jakiś sposób ci odpowiada lub że po części zgadzasz się z częścią, cząstką lub całością moich refleksji, propozycji to bardzo mnie to cieszy. Jeśli  jednak masz swoje sposoby i wypracowałeś swój pogląd, to wydaje mi się, ze jest to o niebo cenniejsze niż moje sugestie. Twoje postępowanie ma być wynikiem utartych szlaków przemyśleń.
?.Podczas nocy sylwestrowej uboga dziewczynka sprzedawała na ulicy zapałki. Było bardzo zimno i na dodatek złego padał śnieg. Dziecko było bose i nędznie ubrane, głodne i przemarznięte?
W każdej baśni, opowiadaniu kryje się ważna prawda, trzeba tylko chcieć ją odnaleźć.
Pamiętajmy wiec o tym, bo naprawdę warto!

Zatem owocnego rozmyślania :)
Pozdrawiam Mrówka :)

logo

© 2009-2011 zdrowastronazycia.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone
Korzystając z serwisu akceptujesz warunki regulaminu